- Tak sobie myślę, że może Wasza Wysokość chciałby mieć ich u siebie.

wystarczyłyby na roczne utrzymanie farmy. Spojrzała niespokojnie na innych graczy. Wielu
Rozpoznała las, w którym kiedyś się ścigali. Minęli go jednak i skierowali się na południe. Usłyszała cichy szmer strumienia na długo przedtem, zanim zobaczyli wstążkę wody. W milczeniu posuwali się wzdłuż krętego brzegu, aż dotarli do szerszego rozlewiska. Zsiedli z koni na małej polanie, na której rosły trzy stare wierzby.
wcześniej przyznała - była nieco przesądna. Dobra passa Aleca sprawiła, że dostała gęsiej
usłyszał ciężkie westchnięcie.
wieczorem. Rozumiesz? A teraz precz!
raki zimują! Narzeczona! Też coś! Dobrze byłoby oblać tę śliczną buzię witriolem. Niechby
- Tak. Trwali w uścisku, aż wreszcie Alec zażądał:
Nie potrafiła pogodzić się z tym, że wyznaczony prawem opiekun ją uderzył. Zamierzał
najmocniej jak mógł. Becky z zapałem oddała mu pocałunek.
chciałabym się tam właśnie znaleźć...
nie stracił wszystkich pieniędzy. Może nie należało wątpić w jego szczęśliwą passę, lecz
- Jesteś pewna, że w nic cię nie wrabia?
- Mamo, wychodzę! – krzyknął, będąc już w przedpokoju.
Stanowili zachwycającą parę. Ona w mieniącej się zieleni, a on w galowym mundurze oficera marynarki. Kiedy po kilku tańcach wyprowadził ją na taras, długo nie mogła złapać tchu. To chyba czary, myślała, odruchowo zerkając na wieżę zegarową. Do północy zostało zaledwie parę minut. Pod nimi rozciągały się bajkowe ogrody, z których unosił się ku górze wspaniały zapach.

Badacz Łańcuchów zamilkł na chwilę. Mały Książę był bardzo ciekaw, co się stało ze Światłem Księżyca i już

pójść za nimi.
- Musimy ją odnaleźć! - zawołał Alec, lecz głos go zawiódł i zniżył się do ledwie
- Panno Ward... - Nerwowo zwilżył językiem wargi. - Czy zechce pani zostać moją

Ward!

rozmyślał, czy Róża już o nim zapomniała, czy już nie czuje się jego różą... Był zdumiony jej płochością i
kierunku swojego mieszkania po drugiej stronie kuchni. Wziąwszy sobie do serca słowa, które rzucił jej na odchodne Beck, Sayre ubrała się szybko i przyjechała tutaj. Teraz jednak zastanawiała się, czy jej spontaniczna decyzja była słuszna. Żałowała, że nie poprosiła Selmy o wywołanie Huffa z sypialni. Ten dom przestał być jej domem. Wspinając się po schodach, w środku nocy czuła się jak intruz. Panowała tu niepokojąca cisza. Klatka schodowa była tak ciemna, że z tej wysokości ledwie widziała podest na górze. Nie była tu od wieków. Ostatnim razem, gdy nimi schodziła, dźwigała walizkę, odchodząc na zawsze - a przynajmniej myślała, że odchodzi na zawsze. Bała się, co przyniesie przyszłość, ale nie wahała się stanąć z tym twarzą w twarz. Teraz, gdy postawiła stopę na górnym podeście, ogarnęły ją podobne uczucia. Następny krok był już łatwiejszy. Zatrzymała się na chwilę, aby spojrzeć na portret matki, i poczuła znajome uczucie nostalgii. Czy brakowało jej tej kobiety, która uśmiechała się do niej z obrazu, czy też tęskniła za ideą matki, kogoś, kto ukoi smutki i ból, zawsze doradzi i nigdy nie przestanie bezwarunkowo kochać? Korytarz na piętrze był oświetlony dwiema lampkami nocnymi, podłączonymi do gniazdek w listwie przypodłogowej. Chodnik, jeden ze skarbów Laurel, jej duma i dziedzictwo po prababce ze strony matki, tłumił odgłosy kroków. Drzwi do pokoju Danny'ego były zamknięte. Sayre zwolniła, ale przeszła obok, nie otwierając ich. Czuła, że wejście do środka będzie profanacją równą podeptaniu jego grobu. Wspomnienia tragedii były wciąż zbyt świeże. Drzwi do pokoju Chrisa były uchylone. Z opowieści Selmy wynikało, że wprowadził się do swojego starego pokoju po tym, jak Mary Beth przejęła ich rezydencję w Meksyku. - Wyposażyliśmy sypialnię inaczej niż wtedy, gdy mieszkał tutaj jako kawaler - powiedziała. Sayre zerknęła do środka przez szparę i, niemal wbrew sobie, przyznała, że pokój został urządzony ze smakiem, Meble dobrej jakości, lecz bezpretensjonalne, wszystko w neutralnych kolorach. Wnętrze było przestronne i wyposażone po męsku, sama podobnie zaprojektowałaby wystrój mieszkania kawalera. Przez szparę pod drzwiami prowadzącymi do sypialni Huffa sączyło się światło. Zapukała dwa razy, szybko, nim w jej umyśle pojawiły się wątpliwości. Drzwi otworzyły się natychmiast. Ojciec i córka wpatrywali się w siebie w powstałej między nimi próżni. Huff wyciągnął z ust dymiącego papierosa i spojrzał na nią zdziwiony: - Spodziewałem się Chrisa lub Becka - powiedział. - Chciałam z tobą porozmawiać. - Z twojego tonu mógłbym raczej wnioskować, że chcesz mi rozszarpać gardło. - Huff zmarszczył brwi. - Poszczułeś na Clarka Daly'ego swoje psy. Włożył do ust papierosa i odwrócił się. - Wejdź. Równie dobrze możemy to załatwić teraz - powiedział. Sayre weszła za nim do pokoju, który również został przemeblowany. Kiedy jeszcze mieszkała w tym domu, główna sypialnia pozostawała urządzona tak jak za życia matki. W którymś jednak momencie pełne falbanek dekoracje Laurel zastąpiono bardziej gustownymi zasłonami i narzutami na łóżko. Huff wskazał na mały podręczny barek. - Nalej sobie drinka. - Nie chcę pić. Chcę odpowiedzi. Czy kazałeś pobić Clarka? - Nie wiedziałem, że to będzie Clark. - Mimo to spuściłeś swoje psy ze smyczy.

- Tyle dał mi czasu na wymordowanie twojej rodziny. Całej, z wyjątkiem Carlise’a. - Spojrzała mu twardo w oczy. - Mam zabić wszystkich. Łącznie z dziećmi.

- Dziękuję - Róża z niedostrzegalną kokieterią zafalowała swoimi płatkami.
Głos Pijaka stał się lekko drżący.
czuję i bardzo lubię, kiedy tak do mnie mówi.